Początki

     Niestety wydarzenia ostatnich tygodni spowodowały, że nie jestem w stanie uraczyć Was nowymi ubraniami mojej produkcji. Ostatnie co uszyłam to sukienka na Wigilię, sukienka Pauli z tego:

https://thesomethingfromnothing.wordpress.com/2014/12/29/futrzak-i-bordo/

posta i jeszcze jest w zanadrzu spódnica dla Pauli, jak ją ładnie poprosicie to na pewno Wam pokaże 😉

Ja niestety muszę trochę przystopować :/ Termin mojego „rozpadu” zbliża się wielkimi krokami, co gorsza mojej córce spieszy się bardziej na świat niż bym życzyła sobie tego ja oraz lekarze, więc skazane jesteśmy obydwie na leżenie. Musicie mi to wybaczyć i poczekać chwilkę na nowe stroje.

Ale w związku z tym, że nie jestem w stanie teraz tańczyć przed obiektywem postanowiłam opowiedzieć Wam pewną historię. A mianowicie jak zaczęłam swoją przygodę z szyciem.

8547779738_0e806af494_z

Tak naprawdę nie potrafię dokładnie określić momentu w którym zaczęłam bawić się w szycie. Może było to jeszcze w dzieciństwie, bo już wtedy moje lalki nosiły ubrania mojego projektu 🙂 Nie były to ubrania szyte na maszynie oczywiście, nikt normalny nie dałby 6-latce maszyny do szycia do zabawy, ale były to ubranka szyte ręcznie. No prawdziwe, wczesne haute couture 😉

Umówmy się, że wszystko zaczęło się właśnie wtedy. Moim lalkom działam nawet mikro sweterki na drutach, z resztek wełny którą znajdowałam w domu swoim albo moich babć. Najwięcej było oczywiście sukienek wieczorowych i balowych, bo jak każda mała dziewczynka bawiłam się głównie w bale i takie różne imprezki. No ale naprawdę byłam w stanie uszyć dla tych lalek wszystko.

         5958458397_ca9e7dc82b_z 6285815883_bbb0b5073c_z 6898005348_5ae92a8819_c

Później gdy nadeszły czasy szkolne (nie ominęło mnie gimnazjum) wszystkie ubrania, udziwniałam i przerabiałam pod własne wizje. Tak więc gdy wszyscy nosili dzwony na które wtedy był wielki come back, ja także takie miałam, jedną parę tradycyjnych a jedną takich stworzonych własnoręcznie, gdy w prostych spodniach rozprułam doły nogawek i wszyłam trójkątne kawałki kontrastującego materiału. Takich dzwonów nie miał nikt 🙂 Czarne spodnie ozdabiałam lampasami z tasiemki. Zwykłe t-shirty cięłam, farbowałam, wszystko co mi przyszło do głowy. Generalnie mało było w mojej szafie rzeczy, które obroniłyby się przed wbiciem w nie nożyczek i potraktowaniu igłą. Ach, oczywiście miałam też epizod z wyszywaniem wszystkiego, głównie były to jeansy, na których tworzyłam fantazyjne wzory.

3263269825_b27aaacc5c_z

Ten trend nie przyjął się u mnie na długo ponieważ nigdy nie byłam do końca zadowolona z efektu końcowego i zawsze było widać że nie jest to coś do końca dopracowanego, a mój perfekcjonizm nie pozwalał na półśrodki (to zostało mi do tej pory :)). Rany, jak teraz mi szkoda, że nie zostawiłam sobie tych rzeczy, żeby móc je tutaj zaprezentować 🙂 Były naprawdę super. W liceum jakoś specjalnie nie pamiętam żebym bawiła się w przeróbki i szycia, wtedy poznałam mojego M i byłam zajęta innymi sprawami 🙂 Ale już na studiach wróciłam do moich zabaw igłą i nitką. W końcu stwierdziłam że maszyna jest jednak dobrym pomysłem, zakupiłam swoją i za szycie wzięłam się całkiem poważnie. Później jakoś tak od słowa do słowa Paulina przyznała się że bawi się szydełkiem i włóczkami, więc wydziergałyśmy i pozszywałyśmy z tych oddzielnych kawałków bloga 🙂

8150931225_24c4ce8105_z

Opowiem Wam jeszcze kiedyś dlaczego tak naprawdę teraz wolę szyć niż kupować ubrania w sklepach, ale innym razem bo tyle czytania mogłoby jeszcze kogoś zabić 😉

Pozdrawiam Was, trzymajcie się ciepło. Ola 🙂

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s